Blog

family-1822498_1920 (1)

30.07.2017 r.

Kiedy to Jego boli głowa – o kobiecej perspektywie na brak współżycia w związku

Tym razem rzecz traktować będzie głównie o kobiecym spojrzeniu na kwestię, która coraz częściej przewija się w gabinecie terapeutycznym w moich rozmowach z pacjentami. Chodzi mianowicie o brak zainteresowania panów pożyciem seksualnym ze swą partnerką.

Zaznaczam, iż zdaję sobie sprawę, ze zarysowuję tu problem dość grubą kreską i stosuję pewne uproszczenia myślowe. Jest to zabieg umyślny ponieważ nie sposób opisać uniwersalnego przeżywania seksu w związku. Taki po prostu nie istnieje. Postaram się opisać tu jedynie jeden z możliwych scenariuszy układu potrzeb w związku i jego konsekwencji dla samopoczucia kobiety.

Zacznijmy od początku. Nieodłączną częścią udanego związku jest seks. Seks to nie tylko realizacja jednej z najbardziej podstawowych potrzeb fizjologicznych każdego człowieka. To także cały szereg innych aspektów, takich jak: bliskość miedzy partnerami, intymność, poczucie bycia atrakcyjnym i wyjątkowym dla swego partnera, zaufanie, budowanie więzi etc. Z bardziej przyziemnego punktu widzenia patrząc można stwierdzić, że współżycie jest dla związku wręcz czynnością higieniczną – pomaga zachować poczucie odrębności pary, zażegnywać spory, a także wpływa pozytywnie na poczucie ogólnego dobrostanu psychicznego i fizycznego człowieka. Wspaniale! Nic tylko korzystać z dobrodziejstw pożycia.

Dlaczego wiec coraz więcej par boryka się z problemem braku namiętności w związku i pożycia seksualnego? Nie mówię tu o parach z kilkudziesięcioletnim stażem, lecz o młodych związkach, ludziach w kwiecie wieku: 30-40 latkach. Uściślając pytanie: dlaczego coraz więcej mężczyzn przestaje mieć ochotę na sex?

Rezygnacja z pożycia seksualnego w związku może wynikać z trudności natury medycznej (chorób, zaburzeń hormonalnych, zaburzeń erekcji etc.) lub psychologicznej. Odmowa kochania się z partnerką może być m.in.: formą kary (np. kiedy partner podejrzewa zdradę lub gdy czuje się niesłusznie krytykowany). Może być także oznaką walki o dominację w związku a odmowa zbliżenia sposobem demonstrowania swej wyższości i kontroli. I w końcu zanik współżycia może być symptomem kryzysu w związku, narastania negatywnych uczuć; obcości, żalu, rozgoryczenia, zawodu. W efekcie narasta emocjonalny dystans a dotyk ukochanej osoby przestaje być przyjemny i pożądany. Z takiego stanu rzeczy trudno już wyjść bez pomocy specjalisty. I na pewno nie warto wierzyć, ze „jakoś to się na pewno ułoży”. Otóż samo się nie ułoży. Istnieje sformułowanie „zanik z nieczynności”, które oznacza zmiany hormonalne i fizjologiczne występujące po dłuższym okresie braku współżycia z partnerem. Zmiany te skutkują brakiem potrzeby i ochoty dotykania swego partnera.

Ale miało być o kobiecej perspektywie, wiec do sedna.

Istnieje taki stereotyp w myśleniu o różnicach w seksualności kobiet i mężczyzn, który mówi o tym, ze generalnie to mężczyźni częściej „chcą”. W tym schemacie to kobieta jest tą, która częściej miewa „migrenę”, obniżony popęd seksualny i unika zbliżeń. Tym samym to mężczyzna jest tym aktywnym w związku, który do współżycia dąży, charakteryzuje się zdrową, „męską” (!) potencją, podbija, zdobywa i ogólnie rzecz ujmując realizuje typowy wzorzec męskiego zachowania. W takim, skądinąd pewnie często pojawiającym się układzie, pomimo ewidentnego problemu w pożyciu seksualnym, kobiecie łatwiej usprawiedliwić swoje zachowanie, wytłumaczyć je sobie w kategoriach „kobiety tak mają”, „ach Ci mężczyźni, myślą wciąż tylko o jednym” czy też ochronić swoje poczucie własnej wartości i atrakcyjności, podtrzymując obraz kobiety jako męskiego obiektu pożądania. Istnieją także kobiety, które realizując taki układ sił w związku czują się zdobywanymi „kobietkami” i podsycają ten rodzaj gry partnerskiej.

Jak wiec czuje się kobieta, która ma normalny poziom libido, ma potrzeby seksualne i chciałaby realizować je ze swoim partnerem, a której ów partner odmawia tej możliwości? Co może przeżywać kobieta, która chce kochać się ze swoim mężczyzną, być dla niego atrakcyjną, adorowaną i – szaleństwo! – czasem nawet namawianą do współżycia („ach! żeby tak choć raz móc powiedzieć: No już dobrze kochanie.. skoro tak Ci na tym zależy!”) a z jakichś powodów spotyka się z brakiem zainteresowania? Najczęstsza pierwszą reakcją jest brak zrozumienia sytuacji, co często wzmacniane jest przez niechęć panów do przyznania się do problemu i omówienia go z partnerką. Mężczyzna czując się atakowany w jeden ze swych najczulszych punktów zamyka się w sobie,  milczy, zaprzeczając istnieniu problemu („Przesadzasz, mam dużo pracy i jestem ostatnio zmęczony”). Kobieta w takiej sytuacji może zacząć podejrzewać partnera o zdrady („No bo jak to tak; wiadomo, ze mężczyźni zawsze mają na to ochotę”). Gdy wykluczy zdrady, niezrozumienie i niepewność najczęściej narastają („Co ze mną jest nie tak!?”). Nie pomaga tu też kulturowy obraz, o którym wspominałam wcześniej; że standardowy mężczyzna dąży do współżycia ze swą partnerką, co – w kobiecym rozumieniu – jest nie tylko oznaką jej atrakcyjności, ale także jego do niej uczucia. Tu kobieta może dojść do wniosku, ze są wiec dwie opcje: albo jest już dla partnera nieatrakcyjna fizycznie albo przestał ją kochać. Żaden z wniosków nie nastraja optymizmem. Repertuar kobiecych zachowań w tym momencie jest szeroki: od chęci prowadzenia rozmów, drążenia tematu, proponowanie terapii pary, poprzez obrażenie się, generowanie konfliktowych sytuacji, prowokowanie kłótni, albo intensywne ćwiczenia w celu poprawy sylwetki, zakupy nowej bielizny i ubrań aby zwrócić na siebie uwagę mężczyzny, aż po stopniowe tłumienie potrzeby seksualnej, unikanie zbliżeń i lęku przed nimi. Te zachowania zaś mogą skutkować takimi dysfunkcjami seksualnymi jak np.: dyspareunia, pochwica czy choroba wdowia (Zespół Kehrera) lub też zdradą i szukaniem akceptacji u innych partnerów.

Jako, że miłość, a co za tym idzie także i sex, wymagają wejścia w zależność od drugiego człowieka, to w sytuacji zbliżenia jesteśmy bezbronni jak nigdy, łatwo nas zranić. Brak kontaktu seksualnego, dotyku i czułości jest bolesny zarówno dla doświadczających ich mężczyzn jak i kobiet. Jednak w wywodzie tym skupiłam się na przeżyciach odrzuconych kobiet ponieważ wydają mi się być wciąż pewnego rodzaju tematem tabu. Kobiety zaś, które decydują się mówić o tym problemie muszą często uporać się z etykietką nimfomanki, obniżającym się poczuciem własnej wartości oraz pytaniem do samej siebie o to czy dążąc do współżycia ze swym partnerem wciąż czują się kobiecą kobietą.

Marta Blaut http://empatia-krakow.com.pl/zespol-cat/mgr-marta-blaut/

 

igromania-1894847_1920

09.07.2017 r.

Leczenie seksoholizmu

Mimo, że z terminem seksoholizm lub uzależnienie od seksu spotkał się chyba każdy, i usłyszeć można że jest to coraz większy problem społeczny, to jednostka chorobowa pod taką nazwą nie istnieje ani w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-10, ani w klasyfikacji chorób psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego DSM-5.

Również część środowisk medycznych i psychologicznych odrzuca koncepcję erotomanii.

Z drugiej jednak strony coraz więcej osób zgłasza się na terapię jako osoby uzależnione od seksu, niejednokrotnie mając już za sobą historię leczenia tej choroby. Spotkać też można istniejące grupy samopomocowe jak Seksoholicy Anonimowi (SA) lub Anonimowi Uzależnieni od Seksu i Miłości (SLAA) mające na celu wsparcie osób zmagających się z tym problemem.

Jak można zrozumieć tą niejasność?

Być może problem tkwi w szczegółach? W Klasyfikacji ICD-10 spotkamy rożne rozpoznania, które mogą opisywać zachowania określane jako seksoholizm. W dziale z dysfunkcjami seksualnymi znajdziemy Nadmierny popęd seksualny (F52.7). W dziale z zaburzeniami preferencji seksualnych mamy Inne zaburzenia preferencji seksualnych (F65.8). Częstą diagnozą jest również Inne zaburzenia nawyków i popędów (impulsów) (F63.8). Która z wymienionych jednostek jest zatem poprawna? Odpowiedź nie jest prosta, bo też moim zdaniem sam problem uzależnienia od seksu jest bardzo złożony i każda osoba zgłaszająca się do specjalisty – psychiatry, psychoterapeuty lub seksuologa – wymaga dokładnej diagnozy i określenia specyfiki i przyczyn występującego zaburzenia – a te mogą być natury organicznej, psychologicznej lub wynikać ze współistnienia innych chorób psychicznych.

To dlaczego dobra diagnostyka jest tu szczególnie ważna, jest chyba pytaniem retorycznym, bo oczywistym jest, że od dobrego rozpoznania zależy wybór odpowiedniej metody leczenia. Dla przykładu chciałbym się tu podzielić moim doświadczeniem z pracy z osobami uzależnionymi od seksu.

Gdyby przyjąć prostą kalkę z obszaru leczenia innych uzależnień, zarówno od substancji psychoaktywnych jak i behawioralnych, to celem terapii byłoby wyeliminowanie szkodliwego zachowania powodującego dyskomfort lub cierpienie, czyli najprościej mówiąc abstynencja – takie postępowanie jest często jeszcze spotykane w naszej służbie zdrowia. Pojawia się jednak pewien problem, popęd seksualny jest jedną z naturalnych i podstawowych potrzeb człowieka i powstrzymywanie się od jego realizacji lub zaprzeczanie jego istnieniu prowadzić może do frustracji tej potrzeby, a w efekcie obniżonej kontroli sposobu jej realizacji – w skrajnej formie do utraty tej kontroli. Utrata tejże, jest jednym z głównych objawów uzależnienia. I tu pojawia się błędny cykl, z którym zmagają się osoby uzależnione – remedium na utratę kontroli jest próba  wzmożenia jej za wszelką cenę – tak powstaje błędne koło naprzemiennych okresów abstynencji i nawrotów. W przypadku jednak zachowań seksualnych, często próba ta jest z góry naznaczona niepowodzeniem – gdyż potrzeba seksualna jest naturalną każdego człowieka, inaczej niż przyjmowanie substancji psychoaktywnych czy inne zachowania nałogowe.

Gdy konsekwencje braku kontroli nad własną seksualnością powodują znaczny dyskomfort lub cierpienie osoba, zgłasza się na terapię z chęcią odzyskania tejże, często jednak wyrażaną w formie celu uzyskania abstynencji. Tak pojętą abstynencję można zrozumieć jako chęć zaprzeczenia istnienia popędu seksualnego – w myśl zasady, jeśli coś sprawia takie problemy to lepiej się tego pozbyć. W myśleniu psychodynamicznym zaprzeczone potrzeby manifestują się na poziomie nieświadomym, tj. nie podlegającym świadomej kontroli. I problem się pogłębia…

Jak leczyć zatem uzależnienie od seksu jeśli model abstynencyjny stosowany w lecznictwie odwykowym wydaje się być nie zawsze skuteczny? Odpowiedź zdaje się tkwić w szczegółach, a dokładniej w szczegółowej diagnozie problemu. Przede wszystkim należy określić jakiego rodzaju zachowań w sferze seksualności dotyczy uzależnienie – czy chodzi przygodny lub ryzykowny seks, cyberseks, nadmierne korzystanie z pornografii, kompulsywną masturbację, podglądactwo, by wymienić tylko te najczęstsze. W przypadku korzystania z pornografii lub cyberseksu, zdecydowanie częściej jednym z celów terapeutycznych jest opracowanie i wprowadzenie planu abstynencyjnego, tylko dlatego, że te zachowania nie są w repertuarze naturalnych zachowań człowieka – naturalnych w tym sensie, że wynikających z natury człowieka, a nie nienormalnych.

Następnie ważne by określić przyczynę występowania tych zachowań: np. przygodny seks może być konsekwencją uszkodzeń centralnego układu nerwowego, innych chorób psychicznych (mania, choroba afektywna dwubiegunowa), nadmiernego popędu seksualnego (hiperseksualność, hiperfilia) lub uwarunkowań psychologicznych (m.in. poczucie niższości, nieśmiałość, niepewność). Każde z powyższych uwarunkowań będzie wymagać innego planu leczenia, dostosowanego do jego natury.

 Łukasz Wojdyła http://empatia-krakow.com.pl/zespol-cat/lukasz-wojdyla-2/

 

masks-701837_1920 (1)

28.06.2017 r.

Jak rozmawiać i co robić, gdy bliski zmaga się z chorobą afektywną dwubiegunową?

Właściwe rozumienie specyfiki choroby afektywnej dwubiegunowej (ChAD) oraz adekwatne współuczestnictwo bliskich w jej leczeniu jest ważnym czynnikiem sprzyjającym optymalizacji procesu terapeutycznego oraz ograniczeniu negatywnych skutków choroby.

Postawa rodziny jest bardzo ważnym elementem radzenia sobie z chorobą. Im bardziej bliski rozumie sytuację osoby chorej i nadaje właściwe znaczenie jego zachowaniom, zna objawy zwiastunowe choroby oraz specyfikę poszczególnych epizodów ChAD, tym większy ma wpływ na podjęte działania leczące i ich rezultaty pomyślne.

Choroba afektywna dwubiegunowa jest zaburzeniem złożonym, posiadającym swój indywidualny przebieg u każdego pacjenta, co wymaga od otoczenia szczególnego zmysłu obserwacji i wspólnego z chorującym uczenia się choroby.

Jest także schorzeniem przewlekłym (o czym bezwzględnie musi pamiętać pacjent oraz jego bliscy), ma również charakter fazowy, co oznacza, że optymalne postępowanie z osobą chorującą będą różne w zależności od aktualnego epizodu (fazy).

Warto również nadmienić, że sposoby rozmowy z pacjentem, wspieranie go oraz motywowanie do leczenia różnią się w zależności od nasilenia objawów. W tym miejscu należy rozwinąć pojęcie objawów zwiastunowych (prodromalnych), które poprzedzają nawrót właściwego epizodu choroby. Objawem zwiastunowym nazwiemy takie cechy, czy zachowania osoby chorującej, które nie występują u niej w okresie remisji (wtedy, kiedy nastrój jest wyrównany), ale nie stanowią również typowych objawów depresji, czy hipomanii/manii.  Inaczej mówiąc, jest to całe spektrum rożnych, właściwych danej osobie symptomów, które mogą świadczyć o zbliżającym się nawrocie choroby. Ich wczesne spostrzeżenie oraz adekwatna reakcja są ważnym elementem pozwalającym ograniczyć ich rozwój, a niekiedy nawet zapobiec wystąpieniu ostrej fazy choroby.

W przypadku objawów zwiastunowych depresji możemy mówić np. o łagodnych problemach ze snem (wczesne wybudzanie się lub większa skłonność do drzemek w ciągu dnia), uczucie rozkojarzenia, rozbicia itd. Mogą pojawić się także inne bardziej specyficzne objawy, które niekoniecznie stanowią kryterium rozpoznania depresji, np. zmiana stylu ubierania się, rezygnacja z pewnych aktywności itp.

W przypadku hipomanii/manii częstymi objawami prodromalnymi mogą się być: skrócenie godzin snu, z jednoczesnym poczuciem braku jakiegokolwiek zmęczenia, większa drażliwość, zwiększona aktywność społeczna, odkrywanie nowych pasji, a nawet konkretny rodzaj ubioru – np. bardziej ekstrawagancki, zmiana poczucia humoru, gustu muzycznego i wiele, wiele innych.

Warto pamiętać, że komunikacja z osobą chorującą w okresie poprzedzającym wystąpienie danej fazy, będzie zupełnie inna, niż w momencie, gdy znajduje się ona w pełni rozwiniętym epizodzie (kiedy pojawią się objawy o nasileniu klinicznym,  którym szczególnie w manii może towarzyszyć brak wglądu w chorobę, a w depresji brak motywacji i niemoc).

Zarówno w nasilonej depresji jak i w ciężkiej manii pacjent może mieć trudności w dostrzeżeniu i zakomunikowaniu, że jest chory. Może nawet utracić poczucie choroby  –  o czym powinni pamiętać bliscy. Bliscy powinni też unikać obwiniania osoby chorej – nikt nie jest winny chorobie psychicznej, na którą cierpi.

Odpowiednim momentem na rozmowy z pacjentem oraz wdrażania działań zapobiegawczych jest właśnie etap, w którym występują objawy zwiastunowe. W chwili pełnego nawrotu i zaostrzenia się choroby bliscy chorego powinni skupić się przede wszystkim na szukaniu fachowej pomocy oraz unikaniu postaw/zachowań/wypowiedzi mogących pogorszyć już trudną sytuację.

Oto kilka przykładów, co robić/jak rozmawiać w poszczególnych fazach choroby:

Przy objawach zwiastunowych depresji:

  • Nienachalnie ale konsekwentnie mobilizuj chorego (np. dbanie o regularną, umiarkowaną aktywność fizyczną)
  • przypominaj o działaniu odwrotnym do tego, które wywołuje depresja (chorujący powinien skracać ilość snu do max. 8h, unikać drzemek, łagodnie zwiększać ilość aktywności, planować swój dzień itd.)
  • wspólnie z chorującym poszukuj aktywności, która łagodzi objawy

W fazie depresji:

  • unikaj odruchowych i pocieszających wypowiedzi („weź się w garść”, „postaraj się bardziej”, „zmień nastawienie”) – zwykle odnoszą przeciwny rezultat do zamierzonego
  • mobilizuj aby chorujący podjął leczenie i regularnie zażywał leki
  • bądź cierpliwy i tłumacz osobie chorującej, że opóźnienie w działaniu leków przeciwdepresyjnych jest czymś normalnym i nie należy się zniechęcać – sam również o tym pamiętaj
  • pamiętaj i przypominaj chorującemu, że depresja jest uleczalna i kiedy minie, świat odzyska właściwe barwy
  • okaż bliskiemu współbrzmienie w cierpieniu, ale staraj się nie ulegać depresyjnemu nastrojowi
  • otwarcie rozmawiaj o obecności myśli samobójczych – pytaj o nie wprost!

Przy objawach zwiastunowych hipomanii/manii, ewentualnie w hipomanii:

  • odwołuj się do minionych incydentów w hipomanii/manii oraz ich konsekwencji
  • przypominaj o tym, że hipomania jest fazą choroby (jedną z bardziej podstępnych)
  • wspólnie z chorującym różnicuj okresy dobrostanu (normy, remisji) od epizodów podwyższonego nastroju
  • zadbaj o to, aby zmniejszać ilość bodźców dostarczanych chorującemu (np. nie zachęcaj go do pójścia na zakupy, czy głośną imprezę)
  • kontroluj zażywanie leków

W ciężkiej manii:

  • nie wahaj się iść do psychiatry – nawet sam
  • bądź ostrożny i czujny wobec „cudownych” pomysłów chorego
  • unikaj konfliktów, nie daj się wciągnąć w awantury
  • nie dyskutuj z chorym – podejmuj działania:

–       szpital (nawet hospitalizacja bez zgody,  szczególnie jeśli stan pacjenta zagraża zdrowiu lub życiu jego czy innych osób z otoczenia!)

–       zabezpieczenie majątku

–       mobilizacja zaufanych członków rodziny – w większej grupie zyskasz sprzymierzeńców, a to sprawi, że siła perswazji będzie większa

Aleksandra Arciszewska http://empatia-krakow.com.pl/zespol-cat/aleksandra-arciszewska/

 

engagement-1718244_1920

12.06.2017 r.

Elementy terapii partnerskiej wykorzystywane w leczeniu zaburzeń seksualnych

Sfera seksualna jest bardzo wrażliwa na to, co dzieje się w związku. Jeśli partnerzy mają problemy w innych obszarach funkcjonowania to często to, co dzieje się w łóżku, może być konsekwencją takich problemów. Zdarza się również na odwrót, problemy seksualne są dla partnerów tak frustrujące, że działają destrukcyjnie na inne aspekty związku. Zadaniem seksuologa jest między innymi określenie, czy zaburzenia w sferze seksualnej są pierwotne, czy wtórne względem innych problemów.

Na wstępie chciałam zaznaczyć, że w tak krótkim artykule nie ma miejsca na to, aby opisywać dokładnie wszystkie etapy terapii, ponieważ jest to proces niezwykle złożony i dostosowany do potrzeb jednostki, bądź pary. Zwróciłam uwagę jedynie na te popularne zaburzenia seksualne, kiedy terapia partnerska jest możliwa i przynosi efekty.

Czym jest więc terapia mająca usprawnić, odkryć na nowo, ulepszyć, bądź całkowicie przeformułować życie seksualne partnerów? Jakie są najczęstsze problemy związane z seksualnością z którymi borykają się osoby w związku? Na czym polega pomoc seksuologa?

Terapia prowadzona przez seksuologa często nie jest niczym innym jak całościowym podejściem psychoterapeutycznym, które za cel stawia sobie zlikwidowanie zgłaszanego przez pacjenta, bądź parę problemu. Rodzaj i przyczyna problemu implikuje sposób pomocy pacjentowi lub parze. Niewykluczone, że deklarowany w diadzie problem może wymagać terapii indywidualnej jednego z partnerów. Niezwykle ważne jest wówczas okazanie wsparcia i pomocy przez drugą osobę, w końcu obojgu powinno zależeć na szczęśliwym i udanym pożyciu, które jest pożądanym wynikiem terapii jednostki. Partner może uczestniczyć i pomagać w ćwiczeniach, zadaniach, które pacjent wykonuje w ramach treningu wspomagającego wyleczenie, w ramach wykorzystywanych w terapii elementów behawioralnych.

Często pary zgłaszające się do specjalistów mają problemy z czymś, wydawałoby się tak trywialnym, jak komunikacja. Wstydzimy się rozmawiać na temat seksu z partnerem,  nie komunikujemy własnych potrzeb, nie dzielimy się fantazjami. Czasami może zdarzyć się tak, że gabinet, atmosfera intymności i zaufania służy jedynie temu, aby partnerzy nawzajem wysłuchali się, powiedzieli otwarcie o tym, czego potrzebują i oczekują. Interwencja ze strony seksuologa nie musi być znacząca, może jedynie występować jako moderator rozmowy. Niestety w polskim społeczeństwie utarło się, że do seksuologa chodzą tylko dewianci i „zboczeńcy”, dlatego często osoby potrzebujące pomocy nie zgłaszają się do specjalistów, którzy mogliby poprawić znacznie ich jakość życia.

Zaburzenia pożądania seksualnego u jednego z partnerów, jest jednym z najczęściej zgłaszanych problemów przez pary, decydujące się na wizytę u specjalisty. Jest to zaburzenie które może mieć wiele przyczyn np. niski poziom testosteronu (który odpowiada za pożądanie), cukrzyca, choroby układu krążenia, nowotwory, infekcje, molestowanie w okresie dzieciństwa, przemęczenie, uraz do partnera, lub inne traumy. Często przyczyną jest utrata atrakcyjności partnera w aspektach fizycznych, również seksualnych. U kobiet ujemny wpływ na apetyt do kontaktów seksualnych mogą mieć źle dobrane hormonalne środki antykoncepcyjne. Sytuacja, w której jeden z partnerów odczuwa niedosyt zbliżeń, a drugi czuje presję z jego strony, bądź zmusza się do odbycia z nim kontaktu seksualnego, prowadzi do wielu negatywnych zjawisk, kłótni, także decyzji o rozstaniu, rozwodów. Zdesperowani partnerzy chcący walczyć o związek i uczucie zgłaszają się do seksuologa. Czego mogą się spodziewać po takiej wizycie i terapii? Jeśli przyczyną problemu jest biologia, to zazwyczaj terapia hormonalna przynosi dobre efekty. Niestety magiczne pigułki nie są do końca skuteczne, kiedy przyczyną trudności pacjenta są psychiczne bariery. Problem z pożądaniem u jednego z partnerów powinien być traktowany jako problem obydwojga. Pridal i LoPiccolo na podstawie praktyki i doświadczeń piszą, że podczas terapii osoba nie zgłaszająca problemu z pożądaniem często musi wykonać większą pracę niż partner, aby leczenie przyniosło efekty. Praca terapeutyczna nie ogranicza się do stosowania jednego z podejść teoretycznych (w terapii zaburzeń seksualnych stosuje się zazwyczaj elementy procedur behawioralnych, poznawczych i systemowych), lecz integruje je.  Terapia skupia się głównie na poznaniu i przepracowaniu przyczyn zaburzeń, a także uświadomieniu sobie negatywnych, często nieuświadomionych uczuć, które są obecne w sferze dotyczącej seksualności pacjenta. Kiedy poznamy przyczyny barier psychicznych, zrozumiemy je, możemy przejść do etapu, który można określić jako „rozbudzanie pożądania”. Wprowadza się elementy interwencji behawioralnych. Początkowo może to polegać na okazywaniu sobie czułości, która nie będzie prowadziła do seksu. Potem przy obecności terapeuty partnerzy odgrywają różne role, aby postawić się w odmiennych sytuacjach i spróbować zrozumieć co czuje wtedy partner np. osoba o mniejszym pożądaniu inicjuje stosunek, partner o większym pożądaniu wciela się w rolę drugiej połówki i odmawia kontaktu seksualnego. W dalszej części partnerzy prowadzą dzienniczek pożądania, gdzie zapisują co wpływa na ich podniecenie, co mu sprzyja, co je osłabia. Obserwują, czy jakieś erotyczne sceny obejrzane w telewizji, czy fragmenty romantycznych książek wyzwoliły w nich pożądanie. Następnie partnerzy tworzą swoje własne scenariusze, każdy indywidualnie, a także razem z partnerem. Są one spisywane, lub tez słownie przedstawiane w gabinecie seksuologa. Te wszystkie czynności mają na celu ponowne zainteresowanie pacjenta sferą seksualną, wyczulenie go na podniecające bodźce, które dotychczas ignorował. Terapia zazwyczaj kończy się na opracowaniu strategii zapobiegającej nawrotom zaburzenia, czyli wyczulenie na sygnały, które wcześniej były przyczyną obniżenia pożądania, kształtowanie umiejętności radzenia sobie z nimi bez przesadnego wyolbrzymiania problemu.

Kolejnym przykładem, gdzie zaburzenie seksualne może być leczone w obrębie pary, to zaburzenia wzwodu u mężczyzn. Znowu wybór rodzaju terapii zależy od tego czy zaburzenia erekcji mają podłoże organiczne, pierwotne (pacjent od inicjacji nie był w stanie osiągnąć i utrzymać pełnego wzwodu w czasie stosunku), nabyte, czyli są wynikiem różnych sytuacji życiowych (np. zdrada partnera/partnerki, konflikty). Terapię partnerską zaleca się w przypadkach kiedy problemy z erekcją mają charakter nabyty. Althof zaleca tą formę pracy w tego rodzaju przypadkach, ponieważ sam fakt nabycia schorzenia oznacza, że pacjent rozwiną swoje seksualne „Ja”, oraz z powodzeniem udało mu się pokonać poszczególne szczeble rozwoju seksualnego. Oznacza to, że przyczyny nie są głęboko zakorzenione w psychice, lecz mają początek w niedawnej przeszłości. Według R.C. Rosen zdarza się, że konflikty w obrębie związku przyczyniają się do powstawania zaburzeń erekcji, bądź je pogłębiają. Narastająca złość do partnera może być czynnikiem paraliżującym zdrową reakcję genitalną mężczyzny, a kolejne nieudane próby współżycia prowadzą do frustracji. Zwiększenie napięcia i za duże skupienie się na sferze seksualnej i potencji skutkują kolejną łóżkową porażka, która znowu prowadzi do złości. Reakcje sfrustrowanego mężczyzny zataczają krąg, z którego on samodzielnie nie jest w stanie się wyrwać. Wg Leiblum i Rosen najczęstszymi przyczynami konfliktów skutkujących problemami z utrzymaniem wzwodu są:

  • Kwestie związane ze statusem i dominacją, związane z zachwianiem sił w związku (depresja, bezrobocie, utrata pracy).
  • Problemy w obszarze zaufania i intymności (zdrada, narodziny dziecka, nowe, obciążające obowiązki).
  •  Utrata atrakcyjności seksualnej ( przybranie na wadze, choroba, nadużywanie środków psychoaktywnych).

Chciałam zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, o niezmiernie ważnej roli w leczeniu zaburzeń erekcji, mianowicie na środki zwiększające potencję, które są w dzisiejszych czasach popularyzowane. Należy pamiętać, że niebieska tabletka tylko w niektórych przypadkach jest skuteczna, jako jedyna forma terapii. Zazwyczaj leczenie farmakologiczne powinno uzupełniać się leczeniem psychicznej sfery, ponieważ często tam naprawdę leży źródło problemów. Leki doustne są często stosowane bez konsultacji lekarskich, jednak jest to zaleczanie problemu i pomoc doraźna, nie likwidowanie i przepracowywanie prawdziwych przyczyn zaburzeń.

Wytrysk przedwczesny według Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD 10, to niezdolność powstrzymania ejakulacji przed wspólnym doznaniem przyjemności przez oboje partnerów. W cięższych przypadkach ejakulacja może nastąpić przed penetracją albo bez erekcji. Przyczyn jest wiele od zapalenia gruczołu krokowego, przez nadwrażliwość żołędzi, zbyt krótkie wędzidełko, różne lęki, kompleksy, aż po problemy w związku. Terapia może być złożona, a udział współpartnera jest wręcz niezbędny w poszczególnych etapach. Jednym z nich są ćwiczenia rozwijające panowanie nad wytryskiem, ponieważ zdolność panowania nad ejakulacją nie jest umiejętnością wrodzoną, każdy mężczyzna musi uczyć się panowania nad nim. Treningi nad opóźnieniem wytrysku są różne, zwykle służą one temu, aby mężczyzna nauczył się dostrzegać sygnały płynące z ciała, zwiastujące ejakulację i w odpowiednim czasie zareagować, aby do niej nie doszło. Masters i Johnson opracowali ćwiczenie które para może wykonywać razem. Podczas stymulacji partner czując zbliżającą się ejakulację uciska mocno żołądź penisa na ok. 4 sekundy. To zmniejsza tendencję do wytrysku, a po kilkunastu sekundach można kontynuować stymulację. Zaleca się stosowanie lubrykantów w przypadku takich ćwiczeń, ponieważ oprócz tego, że zmniejszają prawdopodobieństwo otarć i uszkodzeń, to dają wrażenie znajdowania się w partnerce, partnerze. Najważniejszą kwestią, która przewija się przy okazji wszystkich zaburzeń leczonych poprzez terapię partnerską jest zaufanie i szczerość. Rozmowy na temat życia seksualnego z partnerem uspokajają i zdejmują z barków brzemię związane z kwestią panowania nad ejakulacją (lub inną trudnością). Problemy dotyczące intymności i seksualności są wstydliwe i ważna jest więź między partnerami, bo to ona ma największe leczące działania. Dzięki temu mężczyzna lub kobieta jest w stanie prosić o pomoc drugą połowę, uczestniczyć razem z nią w różnych formach terapii i dojść do zdrowia.

W zasadzie na każdy problem seksualny jest jakieś  rozwiązanie, nie ma więc sytuacji bez wyjścia, jedyne co trzeba pokonać to swój lęk przed pójściem do specjalisty od „tych spraw”. Wizyta u seksuologa nie jest niczym wstydliwym, jest to specjalista jak każdy inny, który dobrze wykonując swoja pracę pomoże cieszyć się w pełni doznaniami seksualnymi, a poprzez to polepszyć zadowolenie z życia.

Karolina Czulińska http://empatia-krakow.com.pl/zespol-cat/karolina-czulinska/

 

woman-506120_1920

29.05.2017 r.

Maj Miesiącem Masturbacji (MMM)

Po raz pierwszy obchodzony był 12 lat temu – 14.05.1995, kiedy to firma z San Francisco Good Vibration, sprzedająca produkty erotyczne, ogłosiła go Narodowym Dniem Masturbacji na cześć Joycelyn Elder, która była pierwszym czarnoskórym Surgeons General (osoba odpowiedzialna za zdrowie publiczne w Stanach Zjednoczonych)w rządzie Billa Clintona. Została zmuszona do ustąpienia z urzędu w grudniu 1994 r.w konsekwencji odpowiedzi jakiej udzieliła na pytanie podczas 20 konferencji ONZ na temat AIDS: „Czy uważa, że należy promować masturbację jako formę aktywności seksualnej zabezpieczającej młodych ludzi przed ryzykowanymi zachowaniami seksualnymi?”. Jej odpowiedź brzmiała: „Uważam, że jest to część ludzkiej seksualności i może powinniśmy o tym nauczać”.

Good Vibrations zrobiło wiele w zakresie popularyzacji masturbacji – bazując przede wszystkim na własnym doświadczeniu. Po latach stygmatyzowania i owijania wstydem masturbacji powinniśmy zostać zapewnieni, że jest ona czymś pozytywnym. Jest bardzo powszechną formą aktywności seksualnej, jest naturalna, daje nam przyjemność i jest zdrowa.

„98% nas masturbuje się, pozostałe 2% kłamie na ten temat.”

                                                                                               Good Vibrations

W celebrację Miesiąca Masturbacji od prawie dwóch dekad zaangażowało się już wiele organizacji krajowych i międzynarodowych, których celem jest szeroko pojęta edukacja seksualna. Warto aby i u nas (zwłaszcza obecnie) idea MM została rozpowszechniona.

Celem tegorocznego MM jest promocja masturbacji u osób samotnych (singli), aby wykorzystały tę formę aktywności seksualnej, zamiast angażowania się w ryzykowne formy seksu.

Helena Zakliczyńska http://empatia-krakow.com.pl/zespol-cat/dr-n-med-helena-zakliczynska/

 

binding-1328348_1920

16.05.2017 r.

Znaczenie więzi – słów kilka o koncepcji przywiązania.

Szczególne miejsce w badaniach i teoretycznych rozważaniach prowadzonych na gruncie psychologii zajmuje koncepcja przywiązania – czyli więzi, jaka rozwija się pomiędzy dzieckiem (od czasu jego narodzin a być może jeszcze przed) a jego głównym opiekunem. Z różnych przyczyn zwykle jest nim matka, choć niekoniecznie musi tak być.

John Bowlby, jeden z głównych badaczy zainteresowanych właściwościami przywiązania powstającego pomiędzy niemowlęciem a opiekunem uważał, że odczuwany przez dziecko głód matczynej miłości jest podobny w swej mocy do głodu jedzenia. Można rozumieć to tak, że potrzeba obecności ważnej osoby i przewidywalności jej zachowań jest dla małego człowieka na tyle silna i kluczowa, że jej sfrustrowanie wzbudza u niego poczucie zagrożenia graniczące z lękiem o własne istnienie. Brak miłości, podobnie jak brak pokarmu, prowadzić może do śmierci.

Co ciekawe, do rozwoju więzi pomiędzy matką a dzieckiem dochodzi nie tylko w przypadku ludzi – zjawisko takie zaobserwowano i badano także u niektórych zwierząt (np. gęsi czy rezusów). Można zatem uznać, że potrzeba nawiązania tego typu relacji jest w dużej mierze uniwersalna, co staje się zrozumiałe po uświadomieniu sobie jej roli. Gdyby nie to, że matka troszczy się o młode potomstwo, a młode potomstwo ufa matce, jego szanse przetrwania w niebezpiecznym świecie dramatycznie by zmalały. Do momentu uzyskania podstawowej zdolności zatroszczenia się o siebie, młody organizm jest niemal w pełni zależny od starszych i w założeniu zdolnych do okazywania zainteresowania i troski opiekunów.

Mimo że rozwój przywiązania jest w przypadku ludzi procesem długotrwałym, to zdaniem wielu uczonych na jego kształtowanie się szczególnie istotny wpływ ma to, co przeżywa dziecko w relacji z opiekunem w najwcześniejszym okresie swojego życia. Pierwsze emocjonalne doświadczenia zdobywane przez niemowlę kształtują jego wewnętrzny świat, w którym główną rolę odgrywają obrazy ważnych osób, obraz samego siebie oraz otaczającego świata. Nieco upraszczając, to od tych doświadczeń zależeć ma to czy człowiek postrzega innych jako budzących zaufanie, siebie jako wartościowego i ważnego dla innych, a świat jako miejsce, w którym można czuć się bezpiecznie. Co istotne, w toku rozwoju dziecka, a później dorastającego i dorosłego człowieka, przekonania i przeżycia związane z pierwszymi ważnymi relacjami uogólnione zostają na relacje z innymi ludźmi i na nowe tworzone z nimi związki. Jeżeli nasze wczesne kontakty z opiekunem cechował brak poczucia bezpieczeństwa i stabilności, możemy mieć trudności w budowaniu opartych na zaufaniu relacji w dorosłym życiu.

Na szczęście nie musi być tak, że raz przyswojone wzorce pozostaną wdrukowane w nasze przeżywanie raz na zawsze. Dobrą przestrzenią na zmianę wewnętrznego świata i zapisanych w nim uczuć jest ta, którą oferuje proces psychoterapii, gdzie pacjent i terapeuta dostają szansę na nawiązanie nowej, głębokiej, zdrowej relacji. Podjęcie trudu takiej zmiany ma z kolei szansę zaowocować powstaniem nowego wzorca i uwolnieniem się od powtarzania takiego sposobu tworzenia więzi, który prowadził do cierpienia.

Roksana Epa

 

pregnancy-466129_1920

26.04.2017 r.

Psycholog do porodu wzywany!

Lęk przed porodem jest naturalny i normalny, a doświadcza go większość kobiet w III trymestrze ciąży. Jest to ostatni okres przed porodem, w którym ciężarne przejawiają symptomy wicia gniazda, czyli przygotowywań na pojawienie się nowego członka rodziny – planują, organizują, urządzają i kupują. Dla ostatniego trymestru ciąży typowe jest jednak także wzmożone napięcie, nerwowość, drażliwość, niepokój i lęk przed rozwiązaniem. W tym nie ma żadnej patologii, bo każda kobieta, bardziej lub mniej, ale zawsze jednak boi się porodu. Kiedy zatem staje się to problemem? Wtedy, kiedy lęk przybiera ostrą, fobijną postać.

Mówimy wówczas o tokofobii, czyli zaburzeniu psychicznym, które charakteryzuje się uporczywym lękiem przed porodem. Każde wyobrażenie czy nawet myśl o porodzie może wywoływać silne objawy, typowe dla wszystkich fobii, takie jak między innymi: uczucie duszności, przyspieszenie akcji serca, zawroty głowy, suchość w ustach, drżenia mięśni. W skrajnych przypadkach tokofobia może prowadzić do obsesyjnego zabezpieczania się przed ciążą, w łagodniejszych – do wyboru cięcia cesarskiego z powodów psychiatrycznych.

Tokofobia – może przybierać postać pierwotną lub wtórną. O tej pierwszej mówimy wówczas, kiedy kobieta nigdy wcześniej nie rodziła, o drugiej, kiedy ma na swoim koncie doświadczenie porodu, najczęściej o traumatyzującym przebiegu. Tokofobia nie jest bardzo rzadkim zaburzeniem, gdyż dotyczy około 6% kobiet.

Jak leczyć tokofobię? Tak jak każdą inną fobię, czyli najskuteczniej psychoterapią. W leczeniu tego typu zaburzeń bardzo skuteczna i stosunkowo szybka jest terapia poznawczo-behawioralna (CBT). Psychoterapia w połączeniu z relaksacją może pomóc kobiecie w skutecznym wyleczeniu się z lęku i spokojniejszym przygotowaniu  do przywitania nowego członka rodziny. Niestety, niewiele kobiet ma świadomość, że zaburzenie to można wyleczyć i wciąż zbyt niewielu ginekologów o tym mówi, a do gabinetów psychologów i psychiatrów trafią kobiety w bardzo zaawansowanych ciążach jedynie po zaświadczenie z rozpoznaniem tokofobii, które ma pomóc w kwalifikacji do cięcia cesarskiego z przyczyn emocjonalnych.

Izabella Grzyb http://empatia-krakow.com.pl/zespol-cat/izabella-grzyb-2/

 

headache-1910649_1280 (1)

11.04.2017 r.

Czy mam nerwicę?

Zaburzenia nerwicowe (zaburzenia lękowe) charakteryzują się przede wszystkim obecnością lęku i zachowań, za pomocą których ludzie starają się przed nim ustrzec. Jest to o tyle ważne, o ile nerwicą nie nazywamy samego uczucia niepokoju.  Zaburzenia nerwicowe pojawiają się często, jako próba rozwiązania pewnego psychicznego konfliktu, przed którym objawy lękowe mają nas w jakiś sposób „chronić”.

Różnego rodzaju nerwice są jedną z częstszych diagnoz stawianych w gabinecie psychiatry, czy psychologa. Co więcej, rozpoznania te pojawiają się również na wizytach u lekarzy rodzinnych. Co warto wiedzieć o lęku i jak go badać, a także co pomaga w diagnozowaniu zaburzeń nerwicowych – o tym w poniższym tekście.

Zanim zajmiemy się omawianiem terminu „nerwica”, warto przytoczyć 3 najważniejsze fakty dotyczące lęku. Po pierwsze, pewna ilość lęku jest nie tylko naturalna, ale również w pełni adaptacyjna. Stanowi dla nas ważny czynnik motywacyjny oraz bodziec ostrzegawczy. To dzięki niemu mobilizujemy się w sytuacjach stresowych lub skutecznie unikamy niebezpieczeństw.

Po drugie, lęk nie jest tym samym co strach. Choć łączą je wspólne składowe o charakterze emocjonalnym (uczucie przerażenia, paniki, obawa), fizjologicznym (przyspieszone bicie serca, nadmierne pocenie się, zmiany stężenia hormonów we krwi itd.) oraz behawioralnym (wycofanie, unikanie lub przeciwnie – wzrost poziomu agresji), o tyle na poziomie poznawczym różnica pomiędzy tymi dwoma stanami jest zasadnicza. Strach jest zawsze przed czymś konkretnym, powstaje w obliczu realnie istniejącego zagrożenia, lęk natomiast w swojej naturze jest dużo bardziej „mglisty” i nieuchwytny.

Lęk jest także objawem – co po trzecie. Można go spotkać w wielu zaburzeniach psychicznych, jak nie w większości. Jego obecność nie jest równoznaczna z diagnozą nerwicy, bowiem może wskazywać również na istnienie problemu związanego z używaniem substancji psychoaktywnych, innego zaburzenia somatycznego (np. choroby nowotworowej), a także takich chorób psychicznych, jak depresja czy schizofrenia. ‘

Lęk to symptom, który śmiało można nazwać „emocjonalnym kameleonem”. Co zatem świadczy o tym, że to właśnie zaburzenia lękowe a nie inne  problemy? I kiedy ilość lęku przestaje być optymalna, a stan ten staje się objawem zaburzeń emocjonalnych?.

Oprócz standardowego wywiadu, który przeprowadza lekarz lub psycholog, aby sprawdzić, czy osoba spełnia kryteria poszczególnych zaburzeń lękowych przy jednoczesnym braku innych przesłanek dla pojawienia się lęku i pokrewnych mu objawów, specjaliści mogą posługiwać się różnymi rodzajami testów, które pomagają im w postawieniu diagnozy. Jednym z częściej używanych kwestionariuszy służących do rozpoznawania zaburzeń nerwicowych, oceny zmian w natężeniu objawów oraz oceny efektów leczenia, jest Kwestionariusz Objawowy „O”, opracowany przez zespół kierowany przez Jerzego Aleksandrowicza w Zakładzie Psychoterapii Katedry Psychiatrii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum. Jest to narzędzie, które składa się ze 138 pytań zamkniętych, których suma odpowiedzi w postaci ogólnego wskaźnika (OWK) zbiorczo opisuje nasilenie objawów typowych dla zaburzeń nerwicowych i umożliwia ich szybką diagnozę (trafność ponad 90%). Dodatkowo, na podstawie symptomów i sytuacji opisywanych w kwestionariuszu, co do których pacjent powinien się ustosunkować w postaci oceny ich uciążliwości (i w pewnym sensie ilości), wyodrębniono 14 skal, z których 8 odpowiada jednostkom nozologicznym należącym do klasyfikacji ICD-10 (Międzynarodowa Statystyczna Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych). Te, natomiast, poprzez swoją wartość orientacyjną (nie diagnostyczną!) wskazują na dominujący charakter zgłaszanych objawów, które mogą przybierać formę utrudniających i upośledzających funkcjonowanie:

  • bardzo konkretnych fobii (lęku przed określoną sytuacją, obiektem, czynnością itd.)
  • lęku uogólnionego (ciągłego, nieadekwatnego zamartwiania się, obaw o bezpieczeństwo własne, innych, myślenia katastroficznego itd.)
  • napadów paniki (z towarzyszącymi im objawami somatycznymi, tj. zawroty głowy, wzrost tętna, przyspieszony oddech itd.)
  • hipochondrii (ciągłego poczucia choroby)
  • uporczywych wędrujących bóli
  • obsesji i natręctw (niechcianych, stale pojawiających się myśli na jakiś temat i przymusowych czynności, np. mycie rąk)
  • dysfunkcji seksualnych, czy wielu wielu innych.

Jak się okazuje, z gotowością do reagowania lękiem i częstszą zapadalnością na zaburzenia lękowe związane są również określone cechy osobowości. I tak w myśl tej koncepcji, w tym samym zespole lekarzy powstał także Kwestionariusz Osobowości Nerwicowej (KON-2006) – narzędzie psychometryczne przydatne w diagnostyce psychologicznej, które wykorzystywane przez psychologa i/lub psychiatrę, służy do diagnozowania dysfunkcji osobowości mających wpływ na powstawanie oraz utrzymywanie się zaburzeń nerwicowych. Ponadto, stosowanie tego kwestionariusza może ułatwiać psychologom i/lub psychiatrom różnicowanie tego typu zaburzeń od ostrych reakcji na stres (którym nie towarzyszą określone predyspozycje osobowościowe), a także ocenę zmian następujących w toku psychoterapii lub innych form leczenia.

Podobnie jak inne narzędzia, również KON-2006 ujawnia tylko niektóre z cech osobowości, mających specyficzny wpływ na powstawanie zaburzeń nerwicowych, a które związane są z takimi trudnościami emocjonalnymi, jak niska samoocena, impulsywność, poczucie uzależnienia od innych, skłonność do rozpamiętywania, czy egzaltacji, a także inne. Wypełnianie kwestionariusza polega na jednoznacznym ustosunkowaniu się (odpowiedzi TAK lub NIE) do 243 pozycji testowych. Poszczególne odpowiedzi pozwalają na określenie wartości dla 24 skal opisujących obszary funkcjonowania człowieka, które pozostają w związku z zaburzeniami nerwicowymi, a także na obliczenie globalnego wskaźnika nasilenia osobowości nerwicowej (X-KON).

Jeśli wydaje Ci się zatem, że twoje doświadczenia lęku nie są wyłącznie adaptacyjne – nie jest to tylko chwilowe, adekwatne poczucie przeciążenia lub przygotowanie do świąt – a niepokój przybiera formę nieprzyjemnego i utrudniającego Ci funkcjonowanie objawu , zgłoś się do psychiatry lub psychologa – porozmawiaj, wypełnij test, aby skutecznie ustalić źródło problemu i zaplanować leczenie. Nerwica ma różnorodne symptomy oraz dotyczyć może różnych sfer życia. Daje znać o sobie przez ciało, emocje i zachowania. Jeśli zauważysz u siebie objawy lękowe lub inne – nie chowaj głowy w piasek. To można i trzeba leczyć. I pamiętaj! Nie panikuj. Strach ma tylko wielkie oczy! Zaburzenia nerwicowe są częste i w większości przypadków w pełni uleczalne. Podstawą jest jednak dobra i rzetelna diagnoza oraz motywacja ze strony pacjenta.

Aleksandra Arciszewska http://empatia-krakow.com.pl/zespol-cat/aleksandra-arciszewska/

 

book-1760998_1920

24.03.2017 r.

Dlaczego edukacja seksualna jest potrzebna?

Dlaczego edukacja seksualna jest potrzebna? Czy w ogóle edukacja z zakresu seksualności jest ważna? Czemu ma służyć? Kto ma ją prowadzić? Jakie treści powinna zawierać? Czy powinna uwzględniać różnice kulturowe, religijne? Czy rozmowa z młodymi ludźmi o seksie nie rozbudzi ich fantazji? Czy pokazanie młodzieży w jaki sposób zakładać prezerwatywę nie będzie dla nich przekazem, że mogą swobodnie uprawiać seks bez konsekwencji?

Pytań i kontrowersji wokół tematu edukacji seksualnej jest bardzo wiele. Kłócą się o to wszyscy dorośli, często wskazując siebie za przykład – „przeżyłem tyle lat bez edukacji, dzisiejsza młodzież też da radę”. Rodzice panikują na wieść o tym, że dzieci dowiedzą się jakie są metody zapobiegania ciąży. Politycy robią ze sprawy edukacji kartę przetargową, w zależności od poglądów dopingują lub nie działania specjalistów w tym zakresie. Wszyscy dorośli mają na ten temat dużo do powiedzenia…

Co o tym wszystkim myślą specjaliści – edukatorzy seksualni, pedagodzy, seksuolodzy, psychologowie, naukowcy? Wszyscy zgodnie podkreślają pozytywny wpływ edukacji seksualnej na młodych ludzi.

Na podstawie przeprowadzonych badań wiadomo, że edukacja seksualna wpływa na wiek inicjacji seksualnej (osoby młode później decydują się na rozpoczęcie współżycia), a także obniża aktywność seksualną młodzieży. Dodatkowo sprzyja stosowaniu antykoncepcji przez młodych ludzi, a tym samym przyczynia się do zmniejszenia liczby ciąż wśród nastolatek. Poprzez edukację młodzi ludzie są bardziej świadomi tego, co wiąże się z rozpoczęciem współżycia, poszerzając jednocześnie wiedzę na temat chorób przenoszonych drogą płciową.

Odpowiednio przeprowadzone zajęcia edukacyjne mają wpływ na kształtowanie się pozytywnego stosunku do własnego ciała, a co za tym idzie swojej seksualności. Młodzi ludzie uczą się akceptować swoje potrzeby, zmiany zachodzące w nich podczas okresu dojrzewania. Ma to ogromny wpływ na poprawność późniejszych relacji z innymi, bliskość, związki partnerskie i intymność w ich obrębie.

Podczas zajęć dzieci/młodzież mają niepowtarzalną szansę zadawania pytań o seksualność osobie dorosłej, która jest merytorycznie przygotowana do tego, aby na takie pytania odpowiadać. Często wstydzą się zapytać o to rówieśników, którzy stanowią główne źródło wiedzy na temat seksualności w okresie adolescencji. Rodziców nie pytają, bo to krępujące, a z wikipedii nie zawsze można dowiedzieć się wszystkiego.

Edukacja seksualna uczy równości – płciowej oraz tej względem osób należących do mniejszości seksualnych. Przyczynia się do zmiany stereotypów dotyczących płci, kreuje wzorce związków opartych na partnerstwie i zrozumieniu. Zapoznaje uczestników z zagrożeniami, jakie są związane ze współżyciem oraz modeluje zachowania prozdrowotne.

Edukacja odgrywa dużą rolę w kształtowaniu umiejętności asertywnych, co wpływa na zmniejszenie częstotliwości występowania przemocy seksualnej. Asertywność, z kolei, pozytywnie wpływa nie tylko na pewność siebie, umiejętność stawiania granic ale również na jakość życia i satysfakcję z relacji interpersonalnych.

Według Powszechnej Deklaracji Praw Seksualnych przyjętej przez Światową Organizację Zdrowia powinniśmy mieć (punkt 10 deklaracji) „prawo do wyczerpującej edukacji seksualnej”. Profesor Zbigniew Lew-Starowicz twierdzi, że edukacja „jest procesem trwającym od momentu narodzin, przez całe życie i powinny być w nią zaangażowane wszystkie instytucje społeczne”. Edukacja jest zatem uniwersalnym i fundamentalnym prawem każdego człowieka. Mało tego, z powyższego punktu wynika, że człowiek w każdym wieku ma prawo do edukacji seksualnej! Dlaczego mamy odmawiać jej tym, którzy ze względu na wchodzenie w dorosłość najbardziej na nią liczą? Być może kiedyś było inaczej, nie było edukacji i młodzież musiała sobie „jakoś radzić”. Jednak czasy się zmieniły, młodzież również. Pomóżmy im zrozumieć co się z nimi dzieje, dajmy narzędzia w postaci wiedzy, którą będą mogli wykorzystać w przyszłości. Zamiast liczyć na to, że „nie narobią głupot” wskażmy im poprawne rozwiązania, zachęćmy do refleksji, a finalnie przypomnijmy o konsekwencjach i odpowiedzialności.

Karolina Czulińska http://empatia-krakow.com.pl/zespol-cat/karolina-czulinska/

 

psychology-1580252_1920

7.03.2017 r.

Jak szukać pomocy – Psychoterapia jako narzędzie.

Szokujące, ile osób sięga po środki ostrego kalibru dla poradzenia sobie z obniżonym nastrojem. Leki, szpitale, wielokrotne terapie, wielogodzinne rozmowy, porzucanie dotychczasowego życia. Postępowanie to niesie ze sobą rozległe koszty. Jak np. niszczenie wątroby, uzależnianie od farmakologii, organizowanie życia wokół leku, pokładanie nadziei w niezwykłych umiejętnościach terapeuty, budowanie wszystkiego od nowa, po to, by być może za kilka lat znaleźć to samo, co posiadało się już wcześniej.

Celem tego artykułu nie jest jednak zanegowanie powyższych czynników. W  niektórych przypadkach bywają one niezbędne, jak np. farmakologia. A niejednokrotnie spełniają ważną i pomocną funkcję w leczeniu, tak jak otaczanie się serdecznymi ludźmi, pięknem, spokojem korzystanie ze wspomagających środków. Jednak problem tkwi w perspektywie i nadziejach, jakie ludzie, i być może, Ty, czytelniku, pokładasz w tych czynnikach. A także, jakie pokładasz, w tym artykule.

Oczekujesz być może, że to, co uleczy Twoje stany obniżonego nastroju, jest poza Tobą. Że musisz się z tym kimś, czymś spotkać, połknąć to coś, wysmarować się tym, naoglądać, naczytać itd. Przyjmujesz wówczas rolę biernego odbiorcy leczniczych zabiegów. Niczym klient salonów SPA. Taka postawa zwalnia z odpowiedzialności, z pracy nad sobą, z odpowiadania sobie na pytanie o przyczynę smutku. Wyucza również większej bezradności, ponieważ ewentualny sukces zawdzięczany jest wówczas innej osobie, środkom chemicznym, pogodzie, miejscu itp. W konsekwencji, po okresowych  remisjach, pogłębia się stan przygnębienia z powodu używania zewnętrznego źródła jako głównej przyczyny zmiany.

Jak znakomita większość ludzi, być może i Ty, drogi czytelniku, zapominasz o swoim potencjale do zmiany. Unikasz pytania o swoje pragnienia. Masz nadzieję, że pojawi się osoba (obiekt), która w pełni będzie wiedziała, czego Ci potrzeba i w ten sposób Cię uspokoi. Radośnie jej zawierzysz. Oddasz swoje ukojenie w czyjeś wszechmogące ręce. Możliwe, że przyczyną tego stanu jest Twój konflikt: niechęć do zajmowania się sobą i jednoczesne pragnienie ukojenia. Kierujesz się wówczas niejako wewnętrznym zakazem podejmowania korzystnych dla siebie decyzji. Wynika to prawdopodobnie z relacji, jakie budowali z Tobą najbliżsi, rodzice. W efekcie być może prowadzi Cię to czasem nawet do autodestrukcji. Masz wówczas wrażenie, że w Tobie nie ma już siły, a cała energia jest gdzieś na zewnątrz. Możesz już tylko się pod nią podpiąć. Gdy podpatrzysz w sklepie, że klient przed Tobą kupuje dany produkt, wtedy prawdopodobnie i Ty go kupisz, bo przecież musi być to ‘dobre’. Pomyślisz, że ten ktoś nie kupowałby ‘złego’. A Ty?

Możliwe, że zdejmujesz z siebie konieczność odpowiedzi na codzienne, ale też egzystencjalne pytania. Odraczanie ich czy korzystanie z czyichś wskazówek bywa potrzebne. Ale kiedy proporcja zostaje zachwiana, wtedy tracisz siłę do życia, bo odpowiedzi na szereg pytań oddajesz w ręce kogoś lub czegoś z zewnątrz. Poczynając od decyzji, jakie spodnie nosić, co zjeść na kolację, po pytanie, czym się zajmować, z kim żyć, jak żyć lub czym się cieszyć.

W stanach obniżonego nastroju, dla kogokolwiek kto ich doświadcza albo zajmuje się ich leczeniem, korzystnym jest prowokować, nakłaniać, nie odpuszczać i jeszcze raz prowokować do rozmów samego ze sobą. Osoba leczona potrzebuje samodzielnie podejmować decyzje, a wszelką pomoc (w tym ten artykuł) traktować jako narzędzie.

Dlatego celem tego artykułu było sprowokowanie Cię, drogi czytelniku, do potraktowania go, jako narzędzia, którym przekopiesz się do własnych pragnień, skojarzeń, przekonań, relacji. W większości przypadków nie potrzebujesz do tego leczenia wielkiego kalibru. Więc zachęcam Cię, porozmawiaj o sobie i Twoich relacjach.

Katarzyna Mika-Łabuz http://empatia-krakow.com.pl/zespol-cat/katarzyna-mika/

 

rys1czas1

20.02.2017 r.

Życie w dobie „braku czasu” – co to tak naprawdę oznacza?

Mam wrażenie, że żyjemy w dobie  „braku czasu”, a dokładniej mówiąc: nikt „nie ma czasu”. Bardzo często brak czasu jest powodem, dla którego nie możemy się umówić z kimś na spotkanie lub kawę, nie możemy odwiedzić naszych bliskich, nie możemy iść w tym tygodniu do kina. Nie mamy też czasu dla samych siebie. Nie mamy czasu na odpoczynek, na hobby, na wyjazd na weekend, na chwilę zatrzymania się, na zdrowy posiłek – stąd popularność tzw. fast foodów?

A może brak czasu jest jedynie dobrym wytłumaczeniem? Wytłumaczeniem faktu że nie mamy ochoty się z innymi osobami spotykać? A może coś jest od spotkania z drugim człowiekiem ważniejsze…? Łatwiej przychodzi nam powiedzieć: „nie mam czasu na spotkanie z Tobą”, niż „nie, nie chcę się z Tobą spotkać”. Co jest w takim razie ważniejsze od Ciebie?

„Brak czasu” jest przez nas wszystkich akceptowany. Kiedy ktoś mówi „nie mogę się z Tobą spotkać bo nie mam czasu, muszę pracować” to pierwszą reakcją nie jest rodzaj współczucia biednemu człowiekowi, który jest tak bardzo zapracowany, że nie ma czasu na spotkanie z kimś bliskim, na spotkanie z samym sobą. Raczej pomyślimy z podziwem o osobie, która jest tak zapracowana i która z pewnością właśnie odnosi sukces albo ewentualnie ten sukces jest tylko „kwestią czasu” – czasu poświęconego na jego osiągnięcie. Bo „czas to pieniądz”!

Niestety z czasem zaczynamy wierzyć, że ten sukces jest ważniejszy niż my sami, że to jemu warto poświęcać najwięcej czasu. „Z czasem” stajemy się tym sukcesem. To, kim jesteśmy coraz bardziej zależy od tego, co osiągnęliśmy. Tak jak gdyby fakt po prostu bycia sobą był niewystarczający. Kim bylibyśmy gdybyśmy „tego” czy „tamtego” nie mieli? Czy w ogóle bylibyśmy? I wówczas gdy sobie powtarzamy „nie mam czasu spotkać się przyjacielem”, „w tym roku nie mam czasu na wakacje”, „nie mam czasu wyjść z psem na spacer”, „nie mam czasu na obiad” to czujemy się usprawiedliwieni, bo „nie mamy czasu” w słusznej, ważnej sprawie!

Fakt wymiany naszego czasu na pieniądze (a warto wtrącić, iż zdecydowanie częściej zastanawiamy się, ile zarabiamy „na godzinę”, niż co tracimy, zostając dodatkową godzinę w pracy) ma swoje konsekwencje. Przede wszystkim stres związany z koniecznością wyboru pomiędzy pieniędzmi a samym sobą. Dalszym efektem jest oddalenie się od samego siebie. I oddalenie od innych osób, co prowadzi do samotności.

A może nie chodzi o to, że nie mam ochoty spotykać się z innymi albo coś jest ważniejsze, tylko o to że to spotkanie jest dla mnie trudne. Może to spotkanie jest bardziej wymagające? Łatwiej iść do pracy, na siłownię czy na zakupy do galerii handlowej. Spotkanie z drugą osobą z pewnością jest trudniejsze bo wymaga mojego zaangażowania, mojej obecności, czyli też spotkania z samym sobą. Może to jest ta trudność? Łatwiej pomyśleć, że „nie mam czasu” na spotkanie z samym sobą, niż że trudno mi być z samym sobą. Bo wówczas jest możliwość, że pojawią się pytania, na które trzeba sobie będzie odpowiedzieć: kim jestem? jak żyję? co dziś zrobiłem? jak się czuję? jaki sens ma moje życie? I jest też ryzyko, że nie będziemy z tych odpowiedzi zadowoleni…

W psychoterapii kwestia czasu – lub jego braku – ma również bardzo duże znaczenie. Rzeczą chyba podstawową jest… czas na psychoterapię. Jakże ciężko znaleźć nam jedną godzinę w tygodniu, godzinę na spotkanie z samym sobą! Coraz częściej oczekujemy szybkiej diagnozy i szybkiego leczenia – takiej „fast therapy”. Bo na terapię nie mamy czasu, inne rzeczy są ważniejsze. Ważniejsze niż my sami?

Czas jest też potrzebny na nawiązanie relacji terapeutycznej. A ta, według  większości szkół i podejść psychoterapeutycznych, jest jednym z głównych i w pewnym sensie niezbędnym czynnikiem leczącym w procesie terapeutycznym. Budowanie relacji to wzajemne poznawanie się, które odbywa się głównie poprzez uważne bycie oraz rozmowę. I na to potrzebny jest czas.

Innym aspektem który bardzo często pojawia się gabinecie psychoterapeutycznym jest kwestia spóźnień i nieobecności. Pomijając kwestię obawy przed poznawaniem siebie, czyli odkrywaniem rzeczy trudnych i często bolesnych – na tyle że wcześniej nie mieliśmy siły lub odwagi by się z nimi mierzyć-  myślę że moglibyśmy potraktować ten wymiar nieobecności jako przejaw niedostatków miłości i szacunku do samego siebie. Myślę tak, ponieważ kwestia „braku czasu” często wprowadzana jest w kontekście złości i żalu do rodziców, którzy nie mieli dla nas czasu. Ten brak czasu często jest przeżywany jako brak zainteresowania i obojętność co w zasadzie równa się brakowi miłości – czas rodziców jest  dla dziecka czymś najcenniejszym, czymś co bardzo trudno nadrobić, bo ten czas mógł już minąć. Zdecydowanie rzadziej brak pieniędzy, niemożliwość wyjechania na wymarzone wakacje czy brak kariery naukowej mamy lub taty jest w ten sposób odbierana. A najczęstszymi powodami nieobecności rodziców są właśnie pieniądze i praca. „Z czasem”, tak jak kiedyś nasi rodzice nie mieli dla nas czasu, tak dziś my nie mamy czasu dla nas samych…

 Łukasz Wojdyła http://empatia-krakow.com.pl/zespol-cat/lukasz-wojdyla-2/

 

 

 

 

 

 

 

 

1Z1-222 Dumps 1Z1-853 A2010-652 IT Exam HC-011-831-ENU Dumps 1T6-323 Exam FL0-110 Exam PDF 50-694 Dumps 021-001 IT Exam AIEEE-MATH-2010 Exam 9A0-388 IT Exam 1Z0-895 PDF C2090-620 Exam PDF SC0-471 Exam 050-849 000-669 Exam HP0-Y50 IT Exam IQXY-702 C9560-515 IT Exam C2010-571 IT Exam 312-75 PDF C2010-024 000-614 Dumps HP0-J54 VCE 090-554 IT Exam 050-721 Certification 1Z1-223 Dumps A4070-603 JN0-340 IT Exam 251-312 Dumps HPE0-J76 Dumps HP0-Y27 Certification LOT-738 Exam EX0-117 Dumps HC-019-308-ENU Exam PDF 250-512 PDF 00M-646 PDF 1Z0-640 Exam PDF 920-261 Exam 646-393 9A0-146 PDF 300-370 VCE P2070-048 PDF HP0-Y37 1Z1-466 Exam PDF GB0-280 Exam PDF C2010-656 PDF 000-644 IT Exam